»

Lip 10 2013

Czarniecki – The Game is over

Będąc pewnego dnia w szkole (II klasa liceum) między moją Sorką od lekcji Historii, mną i rówieśnikami z klasy rozpoczęła się dyskusja na temat planowanego na okres 1 marca 2013 r. VI Ogólnopolskiego Konkursu Historycznego „Hetmany”. Konkretnie chodziło o stworzenie projektu, który byłby czymś innym niż coroczne „bohomazy”, które ani nie zaskakują pomysłowością, ani wykonaniem. W grę wchodziło coś innego… no właśnie gra i tutaj uświadomiłem sobie co ja – umysł ścisły miałby mieć wspólnego z myślą humanistyczną. Projekt mało że multimedialny, to jeszcze interaktywny z pewnością wyróżniłby się wśród monotonii przedstawianych projektów artystycznych.

Wiedza równie ważna

Oczywiście cały konkurs nie miał polegać jedynie na wybraniu najlepszej pracy z samych projektów. Główną częścią była oczywiście wiedza, a raczej właściwe jej użycie na teście. Czy było warto? Oczywiście – moja koleżanka Kasia dzięki uporowi i ciągłemu powtarzaniu dat związanych z życiem Stefana Czarnieckiego była zachwycona kiedy uzyskała II miejsce i wygrała studencki indeks na kierunek politologii dowolnie wybranej uczelni w kraju (z prywatnymi włącznie). Sam prowadzący określił to jako „najłatwiejszy indeks w życiu”, gdyż w przeciwieństwie do poprzedniej edycji konkursu tutaj indeksy otrzymywały wszystkie trzy miejsca podium, a nie jak wcześniej – tylko pierwsze.

GML wybawieniem

Ale wracając do samego projektu – jak zawsze musiałem się obijać i mimo, iż miałem do dyspozycji prawie pół roku kalendarzowego na stworzenie prostej gierki, ze względu na brak jakiegokolwiek upominania mnie (co w moim przypadku jest konieczne do wydajnej pracy) sam w akcie desperacji grę zacząłem robić dopiero na tydzień przed planowanym oddaniem. Wyszło nieźle. Oczywiście nie wciągnie was, jak wielomilionowe produkcje w rozbudowaną do granic możliwości fabułę i nie zachwyci grafiką 3D działającą tylko na najnowszej nVidii, ale myślę, że jak na tydzień bardzo intensywnej pracy jednego człowieka, który nigdy niczego nie programował… dokładnie, wcześniej zajmowałem się przede wszystkim grafiką, pisaniem felietonów, a programowanie było jedynie moim cichym marzeniem na przyszłość, które musiało zostać w trybie ekspresowym przyśpieszone.

Ashampoo_Snap_2013.07.10_13h10m44s_001_

Stefan Czarniecki: Żołnierz i polityk (Menu główne)

Tutaj doszedłem do trudnego wyboru – język programowania. O ile grafika nie była dla mnie dużym problemem, to potrzebowałem odpowiedniego dla moich potrzeb języka programowania, aby mógł w trakcie nauki już tworzyć gotowe elementy i implementować je w program. Żaden C++, czy JAVA nie umożliwiłyby stworzenie nawet najprostszej gry przez jedną osobę nie potrafiącą programować z wyjątkiem języka GML. Początkowo skupiłem się na interfejsie graficznym, który w łatwy i przyjemny sposób potrafił dodawać elementy metodą Drag&Drop i szybko je ze sobą powiązać. Początkowo miały one wystarczające możliwości do moich celów, ale…

Z biegiem czasu coraz częściej potrzebowałem bardziej zaawansowanych narzędzi dostępnych tylko poprzez ręcznie wklepywanie kodu. Okazało się to bardziej efektywne i wbrew pozorom prostsze, niż przeciąganie elementów i używanie kreatora. Dodatkowo można było się postarać o optymalizację kodu i użycie zaawansowanych funkcji logicznych, które bardzo ułatwiały mi pracę przy C++. W przypadku języka GML stosowanie ich niczym się nie różniło, co bardzo przypadło mi do gustu. Również sama składnie nie jest specyficzna, a czerpie garściami z innych języków, a dodatkowo jest bardzo elastyczna (np. można definiować wartość funkcji znakiem „=” albo „==” albo nawet „=:”). Nic więc nie powodowało, że musiałbym się uczyć od nowa czegoś innego niż tego, do czego przyzwyczaił mnie C++.

Co wyszło?

W dniu 18 lutego 2013 r. cały projekt był już gotowy. Bardzo pomogli mi moi rówieśnicy – Kasia i Paweł, bez których nie dałbym rady wykonać „części humanistycznej”, którą było ułożenie pytań do bonusów między etapami i opisów bitew w których brał udział nasz Hetman. Wszystko zostało ładnie spakowane wraz z programem uruchamiającym startującym z płyty CD i instrukcją dla humanistów, a następnie wysłane pocztą. Kilka dni później dzwonią, aby poinformować nas, że wszystkie prace doszły tylko nasza nie. Czyżby wina Poczty Polskiej? Na szczęście ze względu na charakter pracy nie było problemu z przesłaniem jej przez pocztę tym razem elektroniczną, pomijając kruche, archaiczne nośniki danych. I w tym momencie okazuje się, że płyta jednak jest, doszła ale dopiero ją znaleźli. Spisek? Nawet Putin by się pogubił. Dobrze, że zawsze mam plan zapasowy – lepiej nie ufać ludziom.

Ashampoo_Snap_2013.07.10_13h12m29s_011_

Stefan Czarniecki: Żołnierz i polityk (Pierwsza odprawa)

Nadszedł czas na sam konkurs. Wycieczka do Warszawy obejmowała 3-dniowy pobyt w ośrodku, wyżywienie i kilka atrakcji nad którymi nie będę się rozdrabniał. Ciekawie zrobiło się, gdy przed samym wyjazdem dowiedzieliśmy się, że nie mamy zaproszenia całą grupą, a tylko osoby biorące udział w teście wiedzy. To oznaczało, że nie zajęliśmy nawet podium z projektem. Żal i rozpacz, ale nie wszystko stracone, może się pomylili. Mimo wszystko jedziemy wszyscy. Na miejscu okazuje się, że jak to w delikatny sposób zostaliśmy poinformowani – nasz projekt nie został wybrany przez Jury. Dodam tylko, że nasza praca była jako jedyna pracą multimedialną, absolutnie jedyną w ciągu całego czasu trwania wszystkich edycji tego konkursu. Mimo, że zachęcali na swoich ulotkach, że praca może był multimedialna wszelkie rozmowy poszły na wiatr, bo Jury ma ostateczne zdanie – Jury składające się z kilku plastyków i jednego historyka. Cóż można rzec – wygrał obraz, czarno-biały, malowany przy pomocy tak archaicznego stylu jak kreska. Na następnych miejscach również znajdowały się obrazy. Nic dziwnego, skoro plastycy i historycy nie wiedzieli jak się za to wziąć. I my (informatycy, ludzie myślący) mamy w ten sposób tworzyć nowoczesny kraj, kiedy za decyzje odpowiadają ludzie niekompetentni, którzy nie wiedzą co to znaczy być obiektywnym i nie wiedzą co jest ich zadaniem?

Dno dna

A co było w tym najgorsze? To, że zostaliśmy przeproszeni! Tak, dokładnie – w tym przypadku przyznanie się do winy najbardziej mnie zdołowało i tylko utwierdziło w moim powyższym przekonaniu. Decyzję Jury mogłem potraktować jako ich wybór jako ludzi bardziej kompetentnych i wykształconych niż ja, ale przeprosiny oznaczały coś odwrotnego. Jeśli są przeprosiny, to jest i winny, a co za tym idzie został popełniony błąd, który zdarzyć się nie powinien, aby nie było za co przepraszać. Bo tak naprawdę nie chodziło o jakieś nagrody (książki i dyplomy i tak dostaliśmy), indeks za projekt nie przysługiwał (zresztą po co mi politologia), ani o nic rzeczowego, co i tak nie ma zbytniej wartości. Chodziło jedynie o to, aby udowodnić, że można lepiej. Wniosek – nie można. I żadne przeprosiny i tłumaczenie, że „Jury tak wybrało” tego nie zmieni, bo nie jest to przypadek odosobniony, a poza tym Jury to człowiek, a człowieka który nie zna swojego zadania można douczyć lub zastąpić. Takie są moje pozdrowienia dla XLVI LO im. Stefana Czarnieckiego w Warszawie. A na słowa „Następnym razem będziemy namawiać Jury do lepszego rozpatrywania prac multimedialnych. Zapraszamy za rok” teraz odpowiadam: To był wasz obowiązek już wcześniej, ja już dziękuję za wszystko. Błąd wybaczam, ale nie zapominam. A patrząc na nasz polski system oceniania kreatywności takie błędy lubią sie powtarzać, z taką różnicą, że błąd popełniony drugi raz jest już świadomą decyzją.

image_06

Ciekawe, co Czarniecki na tą sytuację?

Zwycięzcom oczywiście szczerze gratuluję. Nie mam i nie miałem do nich pretensji, gdyż nie jest to ich wina, a wygrali w sposób uczciwy.

Top